Pierre Cardin

Pierre Cardin

06/05/91 to data zdjęć Pierre Cardin, jego biuro mieściło się przy Fb.St.Honore. Dostałem zlecenie na zrobienie zdjęć do wywiadu z nim. Dziennikarką była Monika Jaruzelska (tak, córka generała). Wywiad był dla „Twojego Stylu”. Jechałem na zdjęcia w dużym stresie. Jakby nie było Cardin to była już postać „historyczna”. Biuro znajdowało się na tyłach pałacu Elizejskiego. Oświetlenie , którym wtedy dysponowałem, to były 2 lampy (tungstenowe) po 2000 W z parasolkami. Przywiozłem ze sobą statywy i przedłużacz, bo wiedziałem, że nie mogę liczyć na sprawność wszystkich gniazdek elektrycznych w „starym Paryżu”. Zanim Monika zaczęła wywiad ja ustawiłem światła, biuro było bardzo wąskie… Włączyłem je i… korki wysiadły. Puff… Dosyć duża konsternacja, nie dość ,że gospodarz patrzył z przerażeniem na ten mój sprzęt, to teraz jakby potwierdziło się to, że fotograf jest „niestandardowy” – delikatnie mówiąc. Pierre Cardin był spięty na początku wywiadu, myślę, że może z mojego powodu. Nie miałem wielkiego wyboru – musiałem fotografować „bez odejścia” , lampy były dość blisko. Dodatkowo stres – bo jakby nie było to było zamówienie do poczytnego magazynu. Całe szczęście, że dziewczyny rozruszały rozmową bohatera wywiadu i po pół godzinie zaczęło być znacznie przyjemniej. Z tego co pamiętam robiłem foty na dwa aparaty, B&W i kolor… W archiwum zostały tylko zdjęcia czarno-białe. Teraz, trudno fotografującym zrozumieć stres fotografa „analogowego”. Potencjalny obraz jest w kasecie, tajemniczy i nie do odgadnięcia przed wywołaniem. Dopiero gdy odbieramy filmy z „labu” albo je sami wywołujemy, następuje „chwila prawdy”.Po wywiadzie zostaliśmy zaproszeni do Espace Pierre Cardin przy Champs Elysees, ekskluzywnej restauracji. Muszę się przyznać, że gdy podjechałem moją poobijaną Hondą Civic, mając za pasażerów, Monikę, tłumaczkę i osobistego sekretarza Cardina pod restaurację, i oddawałem kluczyki do samochodu w ręce „voiturier”, którego zadaniem było zaparkować „limuzynę”, czułem się częścią wielkiego świata!

No cóż znowu wspomnienia…